SomeJapaneseAllTimeAround

Japanese Learning AJATT Method

Monthly Archives: December 2012

Noworoczne Postanowienia, czyli podstawy robienia czegokolwiek

Nadchodzi Nowy Rok, czas wielkich postanowień, które przekładne na później i później („dużo czasu jeszcze, przecież rok ma 12 miesięcy/52 tydgodni/365 dni/8760 godzin….”), zostają w końcu zapomniane, popadają w depresję i alkoholizm i umierają przemarznięte, leżąc z tanim winem pod ławką w parku. Tak… Najprawdopodobniej zapomnisz o swoim Postanowieniu Noworocznym zanim na dworze zdąży się pożądnie ocieplić. Właściwie, to i tak nie do końca wierzysz w to postanowienie już teraz, prawda? Myślisz sobie: „dobrze byłoby ….. [to, czy tamto], ale mam tak napięty terminarz…, tyle obowiązków…, że nie wiem jak/kiedy/gdzie … [to, czy tamto, co wcześniej]”. Postaram się tu wytłuścić jak można sobie poradzić z tym problem [potocznie zwanym prokrastynacją :)]

Pierwszym, najprostszym i najskuteczniejszym sposobem na uchronienie swojego jeszcze nienarodzonego postanowienia przed tragicznym losem jest antykoncepcja. Z tego co wiem to w swahili znaczy „nie robić żadnego głupiego postanowienia i zająć się czymś ważniejszym”. W tym roku wypróbowałem i wyszło nieźle, przynajmniej nie mogę się użalać na Niespełnione Postanowienia Noworoczne. Polecam 🙂
Drugi sposób, to zrobić takie postanowienie jak Benny „The Irish Polyglot” Lewis z fluentin3months.com, który pewnego roku postanowił, że już nigdy nie zrobi żadnego postanowienia noworocznego [tak, wiem…]. Benny jest ciekawym człowiekiem, nauczył się kilkunastu języków, poświęcając każdemu jedynie kilka miesięcy i napisał też książkę-przewdnik dostępną również po polsku w wersji elektronicznej gdzieś na jego stronie. Tylko mówię.

Drugi sposób [no daj spokój, przecież to to było to samo…], kiedy już nie możesz się powstrzymać przed zabiciem tej cząstki siebie, swojego marzenia, kiedy zdecydowanie musisz uzewnętrznić to swoje pragnienie i wystawić je na okrucieństwo tego świata zapisz je. Weź kawałek papieru [cokolwiek, naprawdę] i napisz, narysuj, albo wyrzeźb coś co będzie ci przypominało o twoim postanowieniu za każdym razem, kiedy na to spojrzysz, dotkniesz tego albo powąchasz [lizanie czegoś przez rok nie byłoby raczej za dobrym pomysłem…?] i umieść to na biurku, na monitorze, naprzeciwko muszli, albo gdzieś indziej, gdzie często zaglądasz [tak, lodówka też może być]. „Tylko tyle?” Pytasz „Jakaś karteczka ma mi pomóc …[to, czy tamto]” Tak, ma pomóc i pomoże, ale nic się samo nie zrobi. Karteczka [czy cokolwiek tam sobie stworzysz] ma być przypomnieniem o celu obranym, resetować licznik do zapomnienia i daje ci niezliczone szanse na przełamanie się i zaczęcie robienia czegoś konkretnego.

Tutaj muszę wyjaśnić, że przez „coś konkretnego” mam na myśli „cokolwiek konkretnego”. Jedna prosta czynność, która w jakikolwiek sposób przybliży cię do celu to więcej niż nic. 1 ≫ 0 (1 jest znacznie większe od 0). 1 to początek wszystkiego, zawsze zaczyna się od „jeden” [dobra „raz”, ale trza po polskiemu, nie]. Nie liczysz pustki w ręce jako „zero” zanim weźmiesz browar w sklepie. Zaczynasz od „jeden”,później „dwa”, „trzy” czteropaki 🙂 Tak a’propos, zaraz wracam…
O czym ja to… A, piwo. Jaka jest różnica między postanowieniem noworocznym, a wyjściem do baru? Do baru wychodzisz „na jedno [słownie 1] piwko”, a wypijasz wszystko co się da, a przy postanowieniu noworoczym chcesz zrobić wszystko, a w końcu nie robisz nic. Właściwie to dobry sposób, żeby nie pić – zrobić postanowienie noworoczne, żeby więcej chodzić po barach. Codziennie…. No dobra, głupi pomysł…
Ekhmm… W drugą stronę może to działać… ba to działa! Kiedy zamiast nastawiać się na zrobienie jak najwięcej potrafisz, postanowisz robić mniej, tylko tyle, żeby w ogóle zauważyć jakąkolwiek zmianę w sobie, czy w otoczeniu i stopniowo pozwolisz sobie robić więcej, to z czasem nie tylko nie zapomnisz obranego celu, ale twoja chęć, wola osiągnięcia go jeszcze wzrośnie. Oprócz tego wyrobisz sobie nawyk, albo daj Boże nałóg dążenia do sukcesu.
Chcąc „zacząć ćwiczyć” zacznij od wyciągnięcia hantla z kąta. Połóż go w zasięgu ręki, albo przynajmniej w odległości nie większej, niż kilka kroków od miejsca, w którym jesteś. Nie podnoś go nawet, tylko przemieść go w bardziej dogodne miejsce, w którym będzie go trudniej zignorować/łatwiej sobie o nim przypomnieć. Zrób miejsce do treningu, tak żeby następnym razem, kiedy sobie przypomnisz o ćwiczeniu nie odstraszała cię wizja przemeblowywania pokoju przed i po sesji.
Tak jak karteczki powinny przypominać ci o tym co chcesz osiągnąć, tak twoje otoczenie powinno to ułatwiać, stwarzać jak najmniej oporu. Właściwie, widząc karteczkę, pomyśl o najmniejszej rzeczy jaka może cię w jakikolwiek sposób przybliżyć do realizacji celu, ukończenia misji, jeśli wolisz. I zrób to, ten jeden mały kroczek, nawet przesunięcie stopy o kilka centymetrów to jakiś postęp. Jak to powiedział Khatzumoto [kolejny poliglota-blogger] „To nie robienie zbyt mało cię (/twoje plany) zabija. Tylko nie robienie niczego.” [„It’s not doing too little that kills you(r projects). It’s doing nothing.”]
Mam nadzieję, że uda się nam ocalić w tym nadchodzącym roku jakieś marzenia/postanowienia przed tragicznym losem. Peace.

Skomentuj, zmieszaj z błotem, nie wstydź się 😉